|
Teresa
i Oskar Emerich
ul. Słomiana 19/2
30 - 316 Kraków
tel. /12/ 266 - 40 - 46
Witamy serdecznie na naszej stronie internetowej.
Cieszymy się bardzo, że buszując po innych, bardzo pięknych
stronach poświęconych naszym kochanym kudłaczom, zajrzeliście
też i na nasze podwórko.
Na
początek małe wyjaśnienie, dlaczego jesteśmy na stronie “BASTUSIE”.
Otóż od pewnego już czasu, gdy zaczęliśmy pojawiać się na wystawach
wraz ze swoim pupilem, którego domowe imię brzmi Bastuś, znajomi
i przyjaciele zaczęli witać nas wszystkich - “o przyjechały
bastusie“, “cześć bastusie”, itp. i tak już zostało, a my nie
mamy nic przeciwko temu HA! HA!.HA!
Bastuś
trafił do naszego domu po dwuletniej przerwie. Tak długo byliśmy
sami po tym, jak musieliśmy niestety uśpić naszego wiernego
owczarka alzackiego - RAFA. Nie było to miłe wydarzenie, bardzo
je przeżyliśmy. Ale było to jedyne dobre dla niego wyjście.
Mając ponad 13 lat, był bardzo chory
i bez szans na poprawę swego stanu zdrowia. Stało się to,
co stać musiało.
Długo za nim tęskniliśmy i nadal nieraz tęsknimy.
Był naszym prawdziwym przyjacielem i towarzyszem wielu wspaniałych
wędrówek.
 |
Raf |
Po dwóch latach, dłużej już czekać chyba nie bylibyśmy
w stanie, zdecydowaliśmy się na nowego psiaka. Decyzję
o wybraniu rasy podejmowała moja małżonka, ja zaś postawiłem
tylko jeden warunek - piesek ma być rasy polskiej. I tak wybór
padł na uroczego PON-a.
Po przeprowadzeniu rozeznania, zdecydowaliśmy
się na hodowlę Ani i Grzesia Robaków z Poskwitowa, bardzo blisko
Krakowa. Pieski miały się urodzić za około dwa tygodnie i to
bardzo było na rękę mojej Pani. Wybraliśmy
sobie kolor szaty - biało-czarny, czy jak kto woli czarno-biały
i czekaliśmy na urodziny.
No i nadszedł ten upragniony dzień, a
raczej późny wieczór, gdy małe pociechy przyszły na świat. Było
ich pięcioro, a w tym i nasz BASTUŚ, bo takie imię wybrała mu
jego przyszła “mama”. Po kilku jednak dniach okazało się, że
nasz mały przyjaciel zmienił kolor szaty !!! A stało się to
za sprawą jego “ojca chrzestnego” - Grzesia. A było to tak.
Któregoś ranka zadzwonił do nas i mówi:
“Mam do Państwa pytanie. Czy bardzo zależy nam na wybranym już
kolorze szaty i czy mamy może w dalszych swych planach zamiar
wystawiać go na ringu ?“ Zaskoczył mnie
tym pytaniem, bo godzina o której zadzwonił była jeszcze zbyt
wczesna /wyciągnął mnie
z łóżka/, a małżonka była w pracy - by odpowiadać na jego jak
się miało okazać podchwytliwe pytania. Spytałem
tylko w czym jest rzecz ? Grzesiu mówi: “że gdybyśmy się zdecydowali
spróbować wystawić psa kilka razy na ringu, to ma dla nas propozycję“.
Pytam więc - jaką ?“ Otóż wśród tej grupki psiaków jest jeden,
jedyny, wyjątkowo jego zdaniem /jak mieliśmy się już nieco później
przekonać, na psach zna się doskonale/, pięknie zapowiadający
się samczyk o umaszczeniu płowym. Że jest to rzadko pojawiający
się w ostatnim okresie czasu kolor szaty i na pewno będzie się
nam podobał“.
Odpowiedziałem, że skontaktuję się z małżonką
i podejmiemy decyzję. Nie dodałem tylko, że decyzja może być
tylko jedna - mojej małżonki, a jaka - sam nie wiem. Moja Pani
szybko i bez namysłu zapaliła
się do pomysłu, jak się niedługo miało okazać - bardzo miłego
pomysłodawcy. Tak więc ostatecznie nasz Bastuś stał się płowy.
W trakcie jego odbioru z hodowli dowiedzieliśmy
się, że jego rodowodowa nazwa brzmi - DOBRY WYBÓR Kontekst.
Nomen omen, zobaczymy czy tak będzie !!!
W
domu przyjęty został bardzo serdecznie...
|
|

|
W
domu przyjęty został bardzo serdecznie, jak każdy nasz noworodek,
chociaż mojego udziału tym razem
w tym nie było ! Mnie na początek przypadły sprawy natury
wychowawczej. Wyboru innego nie miałem, skoro był już DOBRY
WYBÓR ! Więc zostałem Bastusiową niańką. Początki były dość
trudne, później szło mi już coraz lepiej, a po około dwóch miesiącach,
gdy obniżyłem swoją wagę /dzięki niemu właśnie/ o 17 kg, szło
mi już jak z płatka.
Miesiące leciały szybko, gdy stanęliśmy
przed kolejną realizacją pomysłu Grzesia. Zbliżała się krajowa
- krakowska - wystawa psów pasterskich i dobrze by było go wystawić
w klasie szczeniąt. Wystawa była super, tylko Bastuś, niezadowolony
z drugiego miejsca, po prostu zwiał wystawiającej go Pani z
ringu.
 |
|
Drugie miejsce, o nie ! |
Niedaleko,
bo zobaczył w oddali, że robię zdjęcia i przyleciał się wyżalić.
Śmiechu było co niemiara.
Ja się cieszyłem, moja Pani troszkę mniej,
ale obydwoje byliśmy zachwyceni. Zachwyceni miłą, prawdziwie
koleżeńską atmosferą na wystawie. Poznaliśmy wielu wspaniałych,
jak się później miało okazać ludzi, możliwością porównania naszego
pupila z innymi, a także doskonałą organizacją samej wystawy.
No i stało się, połknęliśmy wystawowego
bakcyla. Ponieważ ze sportem, a więc i z rywalizacją sportową
związany jestem od wielu już lat, a moja Pani także “jest w
temacie”, ta nowa dla nas odmiana “sportowej walki” przypadła
nam do gustu. Wiedzieliśmy doskonale, że zabawa się dopiero
zaczyna i że czeka nas sporo, sporo pracy. My mieliśmy i nadal
mamy jej nieco więcej niż nasz Bastuś, który zawsze ma inne
plany. Przypomniały się moje lata “szczenięce”, ja też na naukę
“nie miałem czasu”. Więc nie robiłem mu wymówek, bo dobrze go
rozumiałem. W tej zgodzie wytrwaliśmy do kolejnej wystawy -
Międzynarodowej w Katowicach. Postanowiliśmy spróbować powalczyć
o tytuł Młodzieżowego Championa Polski. Wiedzieliśmy,
że nie będzie to takie łatwe. Po pierwsze - nie jesteśmy najlepiej
przygotowani, po drugie czasu też nie za dużo. Ale poddać się
bez walki ? Co to, to nie ! Pojechaliśmy więc do Katowic.
Wystawa ta pokazała nam szybko wszystkie
plusy i minusy naszego występu. Na plusy zasłużył sobie Bastuś
/był drugi/, na minusy my.
Postanowiliśmy zabrać się do solidnej
roboty. Zapisaliśmy Bastusia na kurs PT 1 /to też decyzja mojej
małżonki, a ja polecam go wszystkim/ oraz zaczęliśmy ćwiczyć
ringowe zadania.
A że nie jest to takie proste, mieliśmy przekonać się niebawem.
Po przeanalizowaniu posiadanych wiadomości o wystawach, ustaliłem
szybko harmonogram i taktykę startów. Chyba pracowaliśmy dość
dobrze, bo już od kolejnej wystawy w Opolu /także Międzynarodowej/
zaczęło nam iść coraz lepiej. Ocena doskonała z pierwszą lokatą
i Zwycięstwo Młodzieży jaką Bastuś otrzymał od bardzo wymagającej,
ale i bardzo miłej sędziny Pani Barbary Larskiej, wprawiła nas
w świetny nastrój. A więc nasza praca nie poszła na marne.
Po
dwóch miesiącach szkolenia...
|
|

|
Ale
stała się rzecz bardzo niemiła. Po dwóch miesiącach szkolenia
na PT 1, w trakcie zajęć na boisku, na śliskiej murawie - wykonując
szybki nawrót - moja Pani upadła na ziemię, łamiąc sobie rękę.
Jak się okazało szczęście w nieszczęściu - bo ból był do zniesienia
/ale to tylko moja Pani potrafi !/, i była to ręka lewa. Szkolenie
zakończyłem ja. Bastuś otrzymał ocenę doskonałą, a moja Pani
gips gratis
- na rękę.
Wszyscy hodowcy znają dobrze charakter
PON-ów. My amatorzy zaczęliśmy go powoli poznawać. Były ciężkie
chwile i momenty zwątpienia. Czy wychowamy go dobrze ? Najtrudniejszy
dla nas okres - to okres dorastania - pomiędzy 12-tym a 17-tym
miesiącem. Ileż było rozmów i dyskusji na ten temat w domu.
Podobnie na każdej kolejnej wystawie.
Ale problemu nie było. Dzielnie wspomagali nas i nadal wspomagają
swym doświadczeniem i wiedzą - Ania i Grzesiu, którym za wszystko
jesteśmy bardzo wdzięczni. Zaczął się powoli wyłaniać sposób
na niego. Najprościej można by to określić tak - cierpliwość,
cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość oraz pełna konsekwencja
w postępowaniu z tym urwipołciem.
I tak to trwa do dzisiaj, a z efektów
cieszymy się coraz bardziej.
Nomen
Omen
-
DOBRY WYBÓR Kontekst
-
to się zaczyna sprawdzać !!!
Minęły
trzy lata.
Przez ten czas przeżyliśmy wspólnie wiele
przygód i sporo radości, chociaż smutnych dni też nie brakowało
(ale tych było niewiele). Pokazaliśmy się na wielu krajowych
i zagranicznych wystawach.
Bastuś spisywał się znakomicie, zdobywając upragnione
przez nas "Trzy Korony " :
............-
Młodzieżowego Championa Polski, Championa
Polski oraz Interchampiona -
Zdobył także tytuł Najlepszego
Psa Roku 2003 w rankingu Polskiego Klubu Polskiego Owczarka
Nizinnego.
 ...... |
Bastuś
całkiem
nieźle spisał się na bardzo trudnych, amerykańskuch
ringach, dając nam wiele powodów do zadowolenia.
|
Czy
można chcieć więcej ? Zapewne można, ale my cieszymy się bardzo
z tego, co udało nam się osiągnąć.
Nie jesteśmy już "młodzianami"
i zdajemy sobie sprawę z naszych możliwości, ale nie poddajemy
się :)
Do każdego występu na ringu podchodzimy
z wielką radością i satysfakcją, że jeszcze coś fajnego możemy
robić. Dla nas jest to przede wszystkim wspaniała zabawa. I
tak niech zostanie :)
W nagrodę za piękne wyniki Bastusia, sprowadziliśmy
mu do domu śliczną sunię
....................................................................-
DRUHNĘ z Gangu Długich od Pani Basi Larskiej.
 .... |
Agusia
- bo takie otrzymała domowe imię,
od samego początku przypadła nam wszystkim bardzo do
gustu.
|
I
tak może trochę niechcąco, a może raczej na przekór losowi -
zaczęliśmy swą przygodę hodowlaną :), przybierając przydomek
-
....................................................................................BASTUSIOWA
FERAJNA.
Oba psiaki nawiązały doskonały kontakt ze sobą i za sobą
przepadają. Za nami oczywiście też :)
A my mamy teraz przed sobą wiele nowych
doświadczeń do zaliczenia i spraw, z którymi przyjdzie nam się
zmierzyć. Ale to nie problem. Mamy wielu nowych znajomych i
przyjaciół, na których doświadczenie i rady możemy liczyć, którzy
zawsze nam pomogą.
PONiarze
to wspaniała Rodzina.
|